Kostek

    22 października w Ostrowie Wielkopolskim odbyła się czwarta rocznica mojej ekipy – Rockin With Flavor. Długo czekałem na to wydarzenie, przymierzałem się do tego od dawna, co kosztowało mnie sporo stresu – ciężko rozmawia się z nowojorczykami przez Internet, uwierzcie mi. W końcu jednak się udało i wraz z Wawixem i Susłem zorganizowaliśmy tą imprezę. Relacja może nie być obiektywna, w końcu jest pisana przez organizatora, jednak chciałbym wam przybliżyć to co się działo z mojego punktu widzenia.

     

    Wszystko zaczęło się gdy 21 października odebrałem Amiga (Dynasty Rockers) oraz Ringa (Mastermind Rockers) z Poznańskiej Ławicy. Sam fakt ich przylotu był dla mnie wielkim wydarzeniem, gdyż znamy się od jakiegoś czasu i naprawdę wiele im zawdzięczam – podczas moich podróży do Nowego Jorku traktowali mnie jak członka rodziny i bardzo mi pomagali. Moim celem było zrewanżować się z nawiązką za wszystko co dla mnie zrobili i chyba nawet mi się to udało. W każdym bądź razie zawinęliśmy się do mojego mieszkania na Jeżycach, kąpiel, obiad, piwo, rozmowy i przede wszystkim polski funk – nie mogli uwierzyć że w Polsce mamy taką dobrą muzykę. Od razu zaczęli tańczyć po całym domu. Nocą i następnego dnia czekało nas dużo do zrobienia, dlatego położyli się spać a ja mogłem zająć się rzeczami organizacyjnymi min. odbieraniem kolejnych ludzi z lotniska czy dworca.

     

    Wieczorem nadszedł czas na before party w klubie „Czytelnia” w samym centrum Poznania. Imprezę udało mi się zrobić przede wszystkim dzięki Kangurowi ze Stylowej Spółki Społem, który regularnie gra tam imprezy (polecam je sprawdzić!). Musielibyście widzieć reakcję Ringa, gdy po raz pierwszy wsiadł do tramwaju, czuł się jakby cofnął się w czasie. Na miejscu spotykamy się z resztą, czyli z Misty Kidd’em (Irlandia), Antonisem i Dimą (Grecja) oraz całą ferajną z Polski. Myślę, że była to jedna z lepszych tanecznych imprez w Poznaniu, niewielki klub pękał w szwach i wypełniała go niesamowita energia. DJ Kangur puszczał świetne kawałki i każdy bawił się całą noc. W trakcie imprezy nie mogło zabraknąć walk rockingowych, niektóre z nich były naprawdę konkretne, kto był ten widział jak Amigo spalił Wawixa z mojej ekipy, do tego kilkakrotne Apache Line, które rozciągało się na cały parkiet. Nie zabrakło też czasu na chillout przy rapie, kilka shot’ów przy barze, rozmów na zewnątrz i zwykłych imprezowych akcji. Kiedy chciałem zebrać już całą ferajnę o 3 w nocy do domu, Kangur zaczął puszczać najlepsze kawałki do rockingu, dlatego szybko zapomniałem o powrocie do domu, cały klub eksplodował i zaczęło się Apache Line na nowo. Nie pamiętam o której wróciliśmy do domu, na pewno było późno a o 9 trzeba było wstać na pociąg:D.


    Pobudka była ciężka, zmobilizowanie wszystkich do ogarnięcia się i wyjścia też nie było wcale takie proste. W każdym bądź razie dotarliśmy na dworzec PKP na czas i ruszyliśmy pociągiem do Ostrowa Wielkopolskiego. Pociąg był dość zatłoczony, jednak nie było aż tak źle jak się obawiałem. Po niecałych dwóch godzinach jesteśmy już w Ostrowie, gdzie udajemy się do studia tańca „True School”, które ma mój brat z Sinior Składu – Błażwa aka Crootkee. W tym miejscu Amigo i Ringo zrobili swoje 3-godzinne warsztaty, na których uczyli podstaw rockingu i pokazywali jak wyglądał na ich dzielnicach. Myślę że jest to swojego rodzaju przełom, gdyż przedstawili oni rocking z Manhattanu i Williamsburga (Brooklyn), a nie jak to zazwyczaj bywa z Bushwicku (Brooklyn). Udział w warsztatach wzięło udział ponad 20 osób, które otrzymały konkretną dawkę wiedzy i nowych ruchów. Jestem pewien, że każdy wyniósł z tego coś dobrego, Ringo jest najlepszym nauczycielem jakiego dotychczas spotkałem. To dzięki niemu oraz jego kumplowi z ekipy (Fano) mój styl zmienił się o 180 stopni i stałem się o wiele bardziej otwarty na poszukiwanie swojego stylu. Na koniec  odbyło się tradycyjnie Apache Line, gdzie wiele osób po raz pierwszy mogło zobaczyć na żywo jak walczą OG’s. Na warsztatach pojawiła się też ekipa z Czech i Rosji (Hakim, Gnom oraz niezapowiedziany Hleb). Po warsztatach wszyscy pojechali do domów się ogarniać, a ja wraz z Susłem oraz DJ SMUT’em ruszyliśmy do klubu ogarniać wszystkie niezbędne rzeczy.


    W końcu nadszedł długo oczekiwany czas imprezy! Tej nocy klub afera gościł u siebie rockerów z USA, Irlandii, Grecji, Czech, Niemczech, Rosji oraz Polski. Nie wiem czy mogę z czystym sumieniem to powiedzieć, ale większej imprezy rockingowej w Europie chyba jeszcze nie było. Ciemny klub, otwarty bar i dobra muzyka – w taki właśnie sposób lubimy to robić, jak to mówi Suseł „rocking najlepiej się tańczy w klubie po dwóch piwkach”. Muzyką na imprezie zajmowali się DJ SMUT (Drinkin Fellaz), Skoora (Sinior Skład Family) oraz Inż. (Inżynierka nie od dziś). Impreza rozkręcała się bardzo szybko, gdy tylko zebrali się wszyscy, od razu zaczęło się robić gorąco w kołach. Wtedy już wiedziałem, że będzie dobrze – cały czas toczyły się bitwy na pełnej, a tłum reagował z niezwykłą energią, momentami ludzie darli morde jeżeli mogę się tak wyrazić. Zaskakujące było także to, że ludzie kompletnie nie związani z klimatem, widzący ten taniec po raz pierwszy w życiu także reagowali bardzo żywiołowo i bawili się z wszystkimi. Nie mogłem tańczyć cały czas, gdyż byłem jeszcze trochę zajęty, ale trzymając mikrofon nie mogłem wytrzymać i co jakiś czas wskakiwałem do koła, gdzie stoczyłem jedną z lepszych moich walk w życiu z Gnomem z Rosji. Po tej bitwie i po kilku innych wszyscy mieli okazję poznać styl Rosjan – zasada no touching nie miała tutaj racji bytu, energia była tak mocna że czasami puszczały nerwy.


    Koła trwały dość długo, aż w końcu nadszedł czas na contest. Razem z moją ekipą już przed imprezą zadecydowaliśmy że nie startujemy w conteście – chcieliśmy zrobić go dla innych (co nie znaczy że nie walczyliśmy z wszystkimi poza contestem oczywiście). Ja zająłem się prowadzeniem, a sędziami byli Amigo, Ringo oraz Wawix. Na początku po standardowym przedstawieniu sędziów oraz krótkim pokazie ich umiejętności mogliśmy przejść do pierwszej rundy która miała formę Apache Line. Dla mnie był to najlepszy moment na całej imprezie, widok 20 rockerów z różnych krajów, Apache Line na całą długość klubu był piękny i pozostanie mi na długo w pamięci. Sami zresztą będziecie mogli to sprawdzić na materiale, którego realizacją zajął się Skoora. Po trzech utworach linia się skończyła i powróciliśmy do normalnego jam’owania. Po jakimś czasie sędziowe zgromadzili wszystkich i odrzucali rockerów tak długo aż zostało ich ośmiu. Było z tym sporo zamieszania i parę niedogadanych kwestii (w sensie sędziowie nie poinformowali mnie że odrzucają ludzi, ja byłem przekonany że wybierają tych co przeszli). To z pewnością był pewien minus, do którego się przyznaję. Koniec końców wszystko zostało ogarnięte i w następnej rundzie ponownie zrobiliśmy Apache Line, tym razem składające się z ośmiu osób. Ringo zauważył walkę trwającą już od pierwszej rundy pomiędzy Hlebem (Rosja) a Hołą (Drinkin Fellaz/Polska), stwierdził że ta dwójka musi walczyć  1 na 1, więc zrobiliśmy dla nich dodatkową rundę. Hoła od początku imprezy dawała niezły wycisk Hlebowi, jednak w tej walce Hleb okazał się lepszy. Nie zmienia to faktu, że Hole należy się wielki szacunek za to, co zrobiła. Od tego momentu zaczęły się walki 1 na 1, ponieważ w rywalizacji pozostała czwórka najlepszych: Hleb (Rosja), Gnom (Rosja), Antonis (Grecja) oraz Misty Kidd (Irlandia). Pierwszy półfinał pomiędzy Gnomem a Misty’m nie zrobił na mnie wielkiego wrażenia, ale to tylko moje zdanie, było kilka dobrych momentów jednak jako całość walka była dla mnie słaba. Mimo wszystko publika nie zawodziła i cały czas dawała od siebie mnóstwo energii i krzyku. Drugi półfinał wzbudzał więcej emocji, zwłaszcza u Ringa, który przerywał walkę, mówił przez mikrofon co mu się nie podoba i walka rozpoczynała się na nowo. Sam do końca nie rozumiem tych decyzji, jednak to już należało do sędziów. Ostatecznie do finału przeszli Hleb i Misty Kidd. Przed samym finałem zaśpiewaliśmy sto lat po polsku i angielsku dla solenizantów, czyli ekipy Rockin With Flavor. Finał trwał dwa utwory, nie było czasu na żarty, obaj dawali z siebie wszystko i chcieli wygrać za wszelką cenę. Po wyrównanej walce wygrał Misty Kidd z Irlandii zgarniając trofeum, momentalnie znaleźli się ludzie, którzy nalewali mu piwo do pucharu i zaczęli pić z nim. Werdykt wywołał sporo kontrowersji, jednak decyzja sędziów jest ostateczna i trzeba to uszanować, w końcu było to osoby, które robią to od bardzo dawna.


    Po conteście zaczęło się szalone after party, ale chyba nie ma co się na ten temat rozpisywać, każdy wie jak wyglądają aftery. Bawiliśmy się, czasem walczyliśmy, piliśmy, rozmawialiśmy, robiliśmy bekę, czyli standard. Chciałbym tylko zwrócić uwagę na zajebiste zachowanie Amiga i Ringa, którzy rozmawiali i chillowali z każdym i każdego traktowali jak równego sobie. Nie można tego powiedzieć niestety o wszystkich legendach które przyjeżdżają do nas ze stanów. Ja wróciłem do domu ok. 6 rano a szedłem spać po siódmej, gdyż umierałem ze śmiechu gdy sexy beast wkroczyła do akcji:D.


    Wstaliśmy około 14, zjedliśmy śniadanie które zrobiła nam mama Wawixa (najlepsze jedzenie świata, i to dużo jedzenia!), poszliśmy do klubu, gdzie mieliśmy posprzątać ale jakoś się tak złożyło że w ruch poszły piwka i olaliśmy temat. Posprzątaliśmy dopiero w poniedziałek, a było co sprzątać. Resztę dnia chillowaliśmy i wspominaliśmy imprezę w studiu tańca „True School”. Normalnie rocznica powinna się skończyć, ale dla mnie wszystko trwało jeszcze do następnej niedzieli, gdyż razem z Ringiem, Amigiem i Marią zwiedzaliśmy polskie miasta. Rozmowy z tymi dwoma Portorykańczykami dały mi mnóstwo inspiracji. Amigo zdążył jeszcze zrobić konkretne warsztaty w Warszawie (dzięki Ari za ogarnięcie!). Moment, w którym Amigo zniknął za bramkami na lotnisku oznaczał dla mnie koniec rocznicy Rockin With Flavor.


    To był dla mnie jeden z najlepszych tygodni w moim życiu, chciałbym podziękować wszystkim, którzy przybyli, wspierali nas i nam pomogli, nie chce wymieniać wszystkich, wiecie kim jesteście, bez was nie zrobilibyśmy tego. Kiedyś ktoś się spytał nas na forum internetowym po co robimy jam’y na które przychodzi 7-8 osób, więc teraz odpowiadam: po to, żeby z małych jam’ów powstała taka impreza jak ta! Polski Rocking rośnie w siłę!

    Siema, chciałem się na początku przywitać. Jestem Kostek i reprezentuję Sinior Skład Family oraz Rockin With Flavor. Na tym blogu będę umieszczał różne rzeczy związane z rockingiem, czyli wywiady, filmy, relacje, przemyślenia, cokolwiek. Na początek mam dla was relację z „Rock Da Funk Jam”, który odbył się 9 sierpnia w rosyjskim Tver.

    Moją podróż zaczynałem naszym wspaniałym PKP na trasie Poznań-Warszawa. Z Warszawy miałem bezpośredni samolot do Moskwy (promocja First Minute!). Jak to bywa był straszny upał a w pociągu tyle osób, że nawet nie mogłem skorzystać z ubikacji, bo też tam stali! Wszystko idzie przeżyć, w końcu trasa nie jest aż taka długa. Niestety 15km od Łowicza spaliły się trakcje i stanęliśmy na środku pola. Sytuacja nie wyglądała zbyt ciekawie, ludzie zaczęli się niecierpliwić, gdy dopili już ostatnie browary. Gdy dowiedzieliśmy się, że postoimy jeszcze co najmniej 4 godziny spora ilość osób opuściła pociąg w poszukiwaniu jakiegoś innego środka transportu. Wszystko pięknie, tylko że ja miałem samolot o określonej godzinie i raczej ciężko żeby go wstrzymali ze względu na pociąg. Na szczęście mam jednego znajomego w Łowiczu, z którym pracowałem w Warszawie. Zadzwoniłem do niego i przyjechał po mnie (dzięki Kacper!), po czym szybko pocisnęliśmy na lotnisko. Jechaliśmy „trochę szybko” ale i tak ledwo zdążyłem. 10-15 minut później i bramka byłaby już zamknięta. Gdy usiadłem już w samolocie poczułem niesamowitą ulgę, a to dopiero początek podróży. Jak mawia mój człowiek Arek Mąka – „zawsze jakoś się udaje”.

    Do Moskwy przyleciałem w nocy, odebrał mnie mój człowiek Yan The Srimp. Następny dzień był bardzo aktywny, po czterech godzinach snu pojechaliśmy na pchli targ pod Moskwą na poszukiwanie czarnego złota. Targ miał niesamowity klimat, mieli tam dosłownie wszystko – od wioseł przez winyle, pamiątki aż do części samochodowych.  Następnie zwiedzaliśmy miasto, robiliśmy streety z lokalnymi B-Boy’s, uderzyliśmy na funk’ową imprezę w klubie i skończyliśmy na nielegalnych wyścigach samochodowych. Bardzo inspirujący dzień, oby takich więcej! Wróciliśmy do domu o piątej rano, a cztery godziny później musiałem wstać i ruszać na dworzec kolejowy by wyruszyć do Tver. Razem ze mną jechał mój człowiek Gnom – rocker z Syberii, obecnie studiuje w czeskiej Pradze. Z Moskwy do Tver są niecałe trzy godziny podróży, całą drogę przespałem. Na miejscu przywitali nas tamtejsi rockerzy. Tver jest bardzo starym Rosyjskim miastem – ma dość ciężki, ale zajebisty klimat. Wiele słyszałem o tamtejszej scenie rockingowej, dlatego cieszyłem się, że w końcu zobaczę ją na własne oczy. Następne dni to zwiedzanie, chill, rozmowy i treningi, które dały mi sporo inspiracji.

    Nadszedł w końcu oczekiwany przeze mnie dzień, w którym odbył się jam, zorganizował go FT (Dynasty Rockers/All The Most). Muzyką zajęli się DJ Yan The Srimp oraz DJ Noka. Impreza odbywała się w klubie, w piwnicy. Taki klimat odpowiada mi najbardziej, w Polsce robimy to w taki właśnie sposób. Muzyka leciała naprzemiennie – muzyka do rockingu oraz muzyka do imprezowania (dobra muzyka!). Jak to zazwyczaj bywa w rockingu, lokalni rockerzy sprawdzali moje umiejętności na linii. Walczyłem praktycznie z każdym, świetne doświadczenie dla mnie. Zawsze staram się walczyć z różnymi osobami, dzięki temu czuje się lepszy i bardziej doświadczony. Po kilku godzinach nadszedł czas na contest 1vs1. Miałem zaszczyt sędziować to wydarzenie. Na początku zrobiliśmy Apache Line, nie pamiętam ile dokładnie trwało, ale podejrzewam, że ok. 20-30 minut. Nie stałem jednak jak kołek i obserwowałem wszystkich, tylko brałem w tym udział i sprawdzałem każdego po kolei. Dzięki temu miałem lepsze wyobrażenie, kto powinien przejść do następnej rundy. Wybrałem osiem osób, które moim zdaniem zasługiwały na to najbardziej. Te osiem osób zmierzyło się w walkach 1vs1 w systemie pucharowym. Przed rozpoczęciem walk powiedziałem przez mikrofon, czego  oczekuję jako sędzia od startujących a następnie zrobiłem mały pokaz gdzie zatańczyłem do jednego utworu. W pierwszej rundzie wyniki były dla mnie w miarę oczywiste, problemy zaczęły się w drugiej rundzie gdzie walki były bardzo wyrównane. Szukałem przede wszystkim tańca i flow, tak mnie nauczono i w taki sposób oceniałem walki, jednak jestem tylko uczniem i mogę się mylić. Najciekawszą walką był finał, w którym zmierzyli się Gnom oraz Kate Rock (For The Rock/Tver). Była to konfrontacja dwóch totalnie różnych styli. Gnom jest wielki, agresywny i tańczy bardzo oldschoolowo – przypomina mi rockerów z klubów motocyklowych:D. Natomiast Kate – 16 letnia, malutka dziewczyna, nie ma agresywnego stylu jest za to bardzo taneczna i opanowana, wszystko co robi jest przemyślane i trafione w muzykę. W finale walczyli dwa utwory, po czym wskazałem zwycięstwo Kate. Po conteście przyszedł czas na imprezowanie (w sumie przez cały wieczór imprezowaliśmy) a gdy nikt już nie miał siły siedzieliśmy wszyscy razem i wymienialiśmy się Polsko-Rosyjskimi zdaniami. Bardzo podobał mi się klimat na imprezie, było bardzo rodzinnie, ponieważ byli tam praktycznie sami znajomi. W pewnym sensie przypominało mi to klimat, jaki panuje u nas. Prosto z imprezy poszliśmy do domu się ogarnąć, po czym ruszyliśmy na dworzec. Czas wracać do Moskwy!

    W Moskwie odpoczywaliśmy, Yan uczył mnie trochę DJ’ingu i puszczał swoje płyty. Ten człowiek ma niesamowitą kolekcję muzyki z całego świata! Funk z Uzbekistanu rozwalił moje zmysły. Dokonałem ostatnich zakupów i zawinąłem się na lotnisko. Szkoda, że nie zostałem dłużej, ponieważ na następny dzień był dwudniowy jam ehhh. Mówi się trudno, w sumie czułem się trochę chory i chciałem już odpocząć od wszystkich podróży. W polskich kolejach poznałem ekipę z Konina, która jechała nad morze, piliśmy wódkę, gadaliśmy także podróż w miarę szybko minęła. Z tego miejsca chciałem podziękować wszystkim z Rosji za gościnę i inspirację – Yan, Tanya, FT, Gnom, całe For The Rock i przyjaciół, dzięki!

    Oto filmik z imprezy:

     

    Kawałek dnia: